Zarzecze (lit. Užupis) to niewielka dzielnica Wilna po drugiej stronie Wilenki – i to właśnie rzece zawdzięcza litewską nazwę, która znaczy dokładnie „za rzeką”. Jeszcze trzydzieści lat temu była to okolica, którą omijało się po zmroku: sypiące się kamienice, puste warsztaty, zła sława. Dziś dzielnica jest sceną jednego z najśmielszych eksperymentów urbanistyczno-artystycznych w Europie.
Niepodległość ogłoszona 1 kwietnia
Mieszkańcy ofiarowali Wilnu, Litwie i całemu światu osobliwy dar – Republikę Zarzecza, ogłoszoną 1 kwietnia 1997 roku. Data nie jest przypadkowa: przymróżenie oka wpisano tutaj w ustrój. To dzieło całej społeczności, o którym usłyszano daleko poza Europą, a samą republikę porównuje się dziś do paryskiego Montmartre’u czy kopenhaskiej Christianii.
Zarzecze ma własną filozofię, kalendarz świąt, flagi, oznaczone granice i obywatelstwo, które można dostać od ręki. Ma honorowych obywateli – wśród nich Jonasa Mekasa, Ugnė Karvelis, Antanasa Mockusa i Dalajlamę – prezydenta, którym został poeta, muzyk i reżyser Romas Lileikis, parlament i rząd złożony z ministrów-wolontariuszy. Ma walutę – euroUża – gazety, telewizję i danie narodowe: UžBurgera.
Miała też armię liczącą kilkanaście sób; rozwiązano ją, gdy Litwa wstąpiła do NATO, bo obrona przeszła w ręce większego sojusznika. Bywały też gesty czysto zarzeckie: mieszkańcy weszli do Unii Europejskiej rok przed resztą kraju, a w trosce o bezpieczeństwo energetyczne odłączyli się od wileńskiej elektrocieplowni, orzekając, że najważniejsza jest pozytywna energia ludzi.
Konstytucja spisana na lustrach
Ma też Konstytucję – wybitą na lustrzanych tablicach przy ulicy Paupio, gdzie czyta się ją, widząc jednocześnie własne odbicie, przetłumaczoną na ponad pięćdziesiąt języków. Zapisano w niej między innymi, że człowiek na prawo być szczęśliwy – i zaraz obok, że nieszczęślowy. Że pies ma prawo być psem. Kończy się trzema zdaniami, które brzmią jak dewiza dzielnicy: nie zwyciężaj, nie broń się, nie poddawaj się.

Anioł, który wukluł się z jaja
Centralnym punktem jest Anioł Zarzecza, łączący ziemię z niebem. Wcześniej stało w tym miejscu ogromne jajo, na znak, że anioł się wykluwa; gdy trębacz wolności wreszcie go rozbił, przeniosło się w inne miejsce, gdzie służy dziś za Pomnik Pisanki.
Dzień Zarzecza
Najlepiej przyjechać tu 1 kwietnia. W Dzień Zarzecza na moście działa kontrola paszportowa – wraz z wbiciem stosownej pieczątki. Na co dzień most jest po prostu obwieszony kłódkami zakochanych i prowadzi wprost na skwer Tybetański.
Zarzeckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki akredytowało już ponad trzystu ambasadorów – w krajach, ale też w dziedzinach: bywają też ambasadorzy poezji, deszczu czy nieporozumień. Powołanie republiki postawiło dzielnicę na nogi. Zamiast pustostanów są pracownie, galerie i filia Akademii Sztuk Pięknych.

Nad tym szystkim powiewa dłoń z okrągłym otworem pośrodku – herb i flaga zarazem. Przez taką dłoń nic nie przejdzie: nie da się w niej niczego ukryć ani zatrzymać. To znak, że ta przestrzeń nie jest na sprzedaż i nikt jej sobie nie podporządkuje.


Jest to dzielnica kontrastów – obok opuszczonych budowli znajdziemy winiarnie oraz restauracje z przepięknym wnętrzem, a nawet ekskluzywne mieszkania do kupienia lub wynajmu. W tej dzielnicy mieszkał Konstanty Ildefons Gałczyński, urodził się znany śpiewak operowy Bernard Ładysz.
Inkubator przy Užupio 2A
Sercem artystycznego życia dzielnicy jest Zarzecki Inkubator Sztuki – jeden z pierwszych takich ośrodków w Europie. Jego historia rozpoczęła się rok przed samą republiką. W 1996 roku grupa młodych artystów i studentów założyła Centrum Sztuki Alternatywnej „Zarzecze 2” oraz galerię „Galera”. Chodziło orzecz prostą: zdobyć miejsce, w którym można pracować, wystawiać i robić festiwale, nie pytając nikogo o zgodę. Republikę ogłoszono potem – najpierw były pracownie.
Ta zmiana pustostanów na pracownie ma dziś swój adres: Užupio 2A. To tutaj w 2002 roku ruszył Užupio meno inkubatorius, dom, który jeszcze niedawno osypywał, a dostał pracownie, sale wystawowe i scenę. Artyści z całego świata przyjeżdżają na rezydencje, wystawy zmieniają się przez cały rok, a wieczorami z podwórka słychać koncerty. Sztuka nie jest tu wieszana na ścianie na wieczność – tu się nią wykluwa, dokładnie jak tamtego anioła.
Galeria nad Wilenką
Na dziedzińcu inkubatora zaczyna się aleja rzeźb, która rośnie tu od 2000 roku – nie powstała z projektu, tylko z tego, że kolejni artyści coś zostawili. Zobaczysz między innymi:
- Rzeźba Jezusa Chrystusa z plecakiem
- „Mózg” Artūrsa Maikstutisa-Maximilianasa
- „Pralka”
- „Dom krasnoluda”
- „Książę Vildaugas”
- „Góra lodowa” Mariusa Skudžinskisa
- „Ptak Bogini” Jonasa Meškelevičiusa
- „Kraina Bogini”
Aleja potem schodzi pod samą Wilenkę i zamienia się w aleję pod gołym niebem.
Uwagę zwracają też dwa krzesła umieszczone w nurcie rzeki Wilenki. Nikt ich nie zabiera – stoją po prostu w wodzie, jakby czekały na rozmowę. Nurt je omija, deszcz je moczy, a one trwają. To jeden z tych rzadkich gestów, których nikt nie tłumaczy: nie ma podpisu, nie ma tabliczki autora. Krzesła są zresztą częścią większej galerii pod gołym niebem, ciągnącej się wzdłuż brzegu przy Artystycznym Inkubatorze Zarzecza.


Zwyczajne przedmieście
Bo pod całą tą państwowością – z pieczątkami, ministerstwami, walutą i armią – kryje się po prostu najstarsze przedmieście Wilna. Jedna z najmniejszych dzielnic miasta i zarazem jedna z tych, do których wraca się najchętniej. Wilenka zatacza tu szerokie zakole i opływa Zarzecze z trzech stron. Latem spływają nią kajaki, w dzień św. Patryka barwi się na zielono, a nad wodą – na schodkach, tarasach i trawie – toczy się życie tej dzielnicy: to, do którego całą tę republikę wymyślono.
Czytaj więcej:




