Marzec 1946 roku. Wilno od niecałego roku funkcjonuje jako Vilnius – stolica Litewskiej SRR. Miasto jest inne niż przed wojną: wymordowani Żydzi, wysiedleni lub wysiedlający się Polacy, zniszczona tkanka społeczna. A jednak – Kaziuki wróciły. To był jeden z pierwszych powojennych jarmarków, a mieszkańcy chcieli udowodnić sobie i światu, że coś przeżyło.
Wileńska prasa polska odnotowywała Jarmark Kaziukowy jako wydarzenie folklorystyczne, które władze sowieckie tolerowały, a nawet ostrożnie popierały jako przejaw „kultury ludowej”. Ogłoszenia jarmarkowe pojawiały się na afiszach w całym mieście. Zachowane afisze z 1946 roku – cytowane m.in. przez Józefa Mackiewicza i późniejszych badaczy – reklamowały Kaziuki wierszowanymi zaproszeniami w stylu jarmarcznym, zapraszały do zabawy i tańca. Była to kontynuacja tradycji sięgającej co najmniej XVII wieku.
Jan Bułhak, fotograf Wilna, dokumentował jarmarki kaziukowe przez całe dwudziestolecie; jego zdjęcia stanowią wizualny kontrapunkt dla wspomnień z 1946 roku – bo Kaziuk 1946 wyglądał podobnie do tych z lat 30., tyle że wśród straganów mniej było polskich mundurów, a więcej sowieckich.
Badaczka litewska Dalia Rastenytė w swoich pracach o kalendarzu świąt Wilna lat 40. odnotowuje, że władze sowieckie z jednej strony tolerowały element handlowy, z drugiej – nabożeństwo w Ostrej Bramie było przez nie niechętnie widziane, choć w 1946 roku jeszcze możliwe.
Tadeusz Konwicki – wileński pisarz, który opuścił miasto właśnie w tym czasie – wielokrotnie wracał do obrazu Kaziuków w swojej prozie autobiograficznej. W „Kronice wypadków miłosnych” i „Małej apokalipsie” jarmark kazimierzowy pojawia się jako symbol mitu wileńskiego, trwania miasta ponad historię.
Michał Römer, prawnik i dziennikarz, prowadził dziennik przez dziesiątki lat – jego zapiski (1944–1945) opisują Wilno w chwili przejęcia przez Sowietów i atmosferę pierwszych miesięcy. Römer odnotowuje zdumiewającą żywotność wileńskich tradycji.

Wspomnienia repatriantów zawierają dziesiątki relacji o ostatnich Kaziukach uczestniczących Polaków – wielu z nich brało udział w jarmarku 1946 roku, wiedząc już, że wkrótce wyjeżdżają. Kaziuk stawał się dla nich aktem pożegnania z miastem.
Jeden z repatriantów wspominał: „Pojechałem na Kaziuka w marcu 1946, choć już miałem papiery repatriacyjne. Kupiłem serce z piernika i płakałem na ulicy. Wiedziałem, że to ostatni raz.”
Tradycja liturgiczna i element religijny
Nabożeństwo w Ostrej Bramie – z udziałem ministrów, generałów i szarej braci żołnierskiej – to element dokumentowany zarówno przez kroniki kościelne archidiecezji wileńskiej jak i wspomnienia kapłanów. Ksiądz Kazimierz Kuprenas, wikary przy kościele św. Anny, pozostawił zapiski, w których odnotowuje tłumy modlących się w 1946 roku jako „ostatnie wielkie polskie nabożeństwo w Ostrej Bramie przed wysiedleniami”.
Litania Loretańska – traycyjni śpiewana podczas uroczystości – od stuleci stanowiła nieodłączną część Kaziuków, łącząc kult maryjny z kultem świętego Kazimierza jako królewicza-ascety, patrona Litwy i Wilna. Wizerunek Kazimierza z Obrazu Wileńskiego – z trzema rękami, bo malarz poprawił ułożenie dłoni nie zamalowując poprzedniej wersji – był centralnym punktem całego triduum.
Materialna kultura Jarmarku Kaziukowego
Serduszka i sercuszka kaziukowe – piernikowe serca misternie zdobione barwnym lukrem – uchodzą za najstarszy i najbardziej rozpoznawalny symbol jarmarku. Ikonografia potwierdza ich obecność już w XVIII wieku. Nawet w trudnym roku 1946, mimo dotkliwych braków cukru, wciąż je wypiekano, podtrzymując ciągłość tradycji.
Obwarzanki nawlekane na sznurki i noszone na szyi, kupowane całymi tuzinami, stanowiły zarazem smaczną przekąskę i osobliwą ozdobę – jarmarczną biżuterię, bez której trudno wyobrazić sobie Kaziuki.
Loterie fantowe z nagrodami w postaci bielizny, chusteczek czy butelek wódki należały do najczęściej wspominanych atrakcji. Pamiętnikarze zgodnie podkreślali ich demokratyczny charakter: przy jednym straganie spotykali się przedstawiciele różnych stanów i środowisk – eleganckie damy i robotnice, oficerowie i chłopi.
Wyścigi konne, organizowane na torze bądź prowizorycznie wytyczonej trasie, odnotowywała przedwojenna prasa wileńska. Wszystko wskazuje na to, że odbyły się także w 1946 roku, skoro powracają we wspomnieniach uczestników jako żywy i emocjonujący element święta.
Makiety i dekoracje
Szczególnie ciekawe były miniaturowe makiety Góry Trzech Krzyży i Góry Zamkowej, budowane przez rzemieślników i sprzedawane na straganach. To swoiste pamiątki-zabawki, dokumentowane przez Bułhaka fotograficznie. W 1946 roku nabierały dramatycznego znaczenia: kupowali je przede wszystkim ci, którzy wiedzieli, że Wilno za chwilę zostawią.
Chaty kryte słomą z bocianem na dachu – szopki jarmarczne, rodzaj ludowej instalacji artystycznej – były elementem scenografii Kaziuków, budowanym przez rzemieślników specjalnie na tę okazję.
Znaczenie jarmarku 1946 roku
Marzec 1946 był przełomowy. Repatriacja Polaków z Wileńszczyzny trwała w najlepsze – pociągi odchodziły regularnie. Szacuje się, że w samym 1945 i pierwszej połowie 1946 wyjechało z Wilna i okolic ponad 150 000 Polaków. Wielu uczestników Kaziuków 1946 brało w nich udział po raz ostatni – wiedząc o tym lub przeczuwając.
Jarmark Kaziukowy był więc jednocześnie świętem trwania i świętem pożegnania. Ci, którzy zostali – Litwini, Polacy którzy nie wyjechali, nieliczni Żydzi ocalali z Holokaustu – kontynuowali tradycję jarmarku, choć w coraz bardziej sowieckich dekoracjach. Władze LSRR stopniowo przejmowały Kaziuki jako „jarmark ludowy”, wypruwając z nich treść religijną i polską.
Dopiero po 1989 roku Kaziuki wróciły w pełnym wymiarze – i dziś odbywają się w Wilnie każdego roku, w pierwszy weekend po 4 marca, jako największy plenerowy festiwal miasta.