
Róg Zbawienia – pod taką nazwą odbył się koncert w sali koncertowej barokowego kościoła św. Katarzyny w Wilnie. Cóż to za róg i co ma wspólnego z kulturą i religią żydowską? Ale o tym po kolei, krok po kroku.
Róg Zbawienia
Róg jest jeden i nazywa się szofer. Barani róg, z którego wydobywa się dźwięk surowy, bez melodii i harmonii – i o to właśnie chodzi. To najstarszy instrument świata używany nieprzerwalnie w tej samej roli, od jakichś trzech tysięcy lat. W Torze towarzyszy objawieniu na Synaju, przy jego dźwięku padają mury Jerycha, a w roku jubieuszowym ogłasza wolność niewolników i umorzenie długów – zresztą samo słowo „jubileusz” pochodzi stąd, hebrajskie jowel to właśnie barani róg.


Dlaczego baran? Bo to ten, który zaplątał się rogami w krzaku i został złożony w ofierze zamiast Izaaka. Talmud tłumaczy to prosto – oskarżyciel nie może zostać obrońcą. A po co się w szofar dmie? Żeby obudzić śpiących.
I tu robi się jasne, dlaczego koncert wypadł akurat wczoraj. Trwają Dni Grozy. Rosz ha-Szana, żydowski Nowy Rok, zaczął się w piątek 11 września o zachodzie słóńca. Rozpoczął się rok 5787. Jesteśmy w środku dziesięciu dni rachunku sumienia, które prowadzą do Jom Kippur: od zachodu słońca w niedzielę 20 września do zmroku 21 września. Potem, 25 września, nastrój odwraca się w radosne Sukot. Właśnie w te tygodnie szofar wykonuje całą swoją roczną pracę – przez cały elul krótkie trąbienie po porannej modlitwie, sto dźwięków na Rosz ha-Szana i wreszcie na samym końcu Jom Kippur jeden przeciągnięty dźwięk: tekia gedola, na którą wszyscy wstają.
Koncert wpisał się w festiwal Vilnius Shalom, który od trzech lat otwierał Marsz Szofarów – w przeddzień żydowskiego Nowego Roku uczestnicy ruszali z Góry Trzech Krzyży i schodzili Starówką na plac Ratuszowy, modląc się o pokój. Start właśnie z tej góry nie był przypadkowy: na szofarach grali tu głównie przyjezdni chrześcijanie z flagami swoich krajów, więc to świadomy gest solidarności z Żydami, wyrażony w miejscu – symbolu chrześcijańskiego Wilna. W tym roku marsz wyruszył 13 września, 16 września w synagodze chóralnej zabrzmiała „Modlitwa szofaru”, a koncert w kościele św. Katarzyny odbył się kilka dni później.
Nieprzypadkowo to właśnie w Wilnie odbył się ten koncert – miasto przez wieki nazywano Jerozolimą Litwy, między innymi za sprawą Gaona Wileńskiego, który w XVIII wieku rozstrzygał tu spory halachiczne dotyczące samego szofaru.
I właśnie na tej wileńskiej scenie stało się coś, co na co dzień w synagodze byłoby nie do pomyślenia: szofar zagrał pełne melodie, występując wraz z Orkiestrą Kameralną św. Krzysztofa. Na szofarze grał Bar Zemach – izraelski waltronista mieszkający w Berlinie, jeden z pierwszych na świecie muzyków, który nauczył się grać na szofarze chromatycznie. Instrument, który przez tysiące lat miał wydawać z siebie tylko surowy, nagi dźwięk – bez harmonii i linii melodyjnej – bo taka miała być jego moc – tym razem wszedł w dialog z pełną Orkiestrą Kameralną św. Krzysz i popłynęła z niego melodia.”Róg Zbawienia” zabrzmiało jak pełnoprawny głos muzyczny, obok skrzypiec i wiolonczeli.
Gmay chatima towa – obyś miał dobre zamknięcie roku. Tak życzą sobie Żydzi w tych dniach, aż do zmroku 21 września.
