Dzieje tego budynku w samym centrum Wilna, przy ulicy K. Sirvydo 6, mogłyby stać się kanwą niejednej opowieści. Obecnie mieści się tu siedziba Litewskiego Związku Pisarzy (Lietuvos rašytojų sąjunga), jednak historia tego miejsca rozpoczęła się znacznie wcześniej — zanim jego wnętrza wypełniły rozmowy literatów i zapach świeżoparzonej kawy.
Najpierw była cisza klasztorna. Teren należał do karmelitów z kościoła św. Jerzego. Owi karmelici dawnej obserwancji, mieszkający w klasztorze przy kościele św. Jerzego, w 1778 roku przekazali część swoich gruntów wileńskiemu mieszczaninowi Tadeuszowi Woinickiemu. Na planie miasta z 1808 roku teren widnieje jako posesja numer 757 – suchy zapis, za którym już kryje się nowa historia.

W ciągu jednego stulecia parcela miała co najmniej pięciu właścicieli. Każdy z nich przebudowywał i upiększał zastane zabudowania, pozostawiając po sobie kolejną warstwę zmian.
Wśród nich byli kupcy. W 1839 budowę pałacu rozpoczął N. Dlugacz,kupiec z Dyneburga. a w XIX wieku stanęły tu arystokratyczne mury – nie z tych najdawniejszych, lecz i nowoczesnych, ale z tym szczególnym wdziękiem, który mają tylko budynki pamiętające bale, rozmowy przy świecach i stukot powozów na bruku.

Prawdziwy rozmach nadał mu hrabia Ignacy Karol Korwin-Milewski – zapalony kolekcjoner sztuki. Dzięki inżynierowi Feliksowi Jasińskiemu pałac zyskał neobarokową galerię, reprezentacyjne schody z czarnego i białego marmuru, kunsztowne sztukaterie i ozdobne piece. Sale miały błyszczeć – i błyszczały. Przez chwilę panował tu duch wielkich arystokratycznych rezydencji – obrazy na ścianach, rozmowy o sztuce, pozory wieczności.



Później właściciele się zmieniali – Tyszkiewiczowie, księżna Maria Ogińska – a wraz z nimi spokojniejszy styl życia. Metalowe lampy, ozdobne detale, herby nad drzwiami – wszystko to dodawało budynkowi kolejnych warstw tożsamości. W 1895 roku dotarła tu również kanalizacja miejska – nowoczesność pukała do arystokratycznych drzwi.



Ponieważ księżna mieszkała w Poznaniu, wileńską rezydencję przeznaczyła na wynajem, oddając jej pomieszczenia różnym firmom i instytucjom. Najdłużej, niemal przez cały okres międzywojenny, mieścił się tu polski Bank Gospodarstwa Krajowego. W 1938 roku bank przeniósł swoją siedzibę do nowego budynku.
Po II wojnie światowej pałac znacjonalizowano. W jego wnętrzach zamieszkała literatura. Tu działały redakcje „Pergalė” i „Literatūra ir menas”, tu tworzył pisarz Petras Cvirka, tu dyskutowano, spierano się i tworzono. W czasach pierestrojki i Sąjūdis, mury znów stały się świadkami historii – tym razem politycznej. Można powiedzieć, że między stiukami i marmurowymi schodami rodziła się litewska wolność.
Ale ten budynek to nie tylko wielka historia. To także piwniczna kawiarnia, gdzie poeci bywali bardziej ludzcy niż ze spiżu odlani. To westchnienia, niespełnione ambicje i rozmowy do świtu. Jeden z poetów żartobliwie pisał o „Wielkim Piątku w knajpie pisarzy”, gdzie natchnienie bywało kapryśne, a wena – spóźniona.
Dziś w jednej z sal odbywają się przyjęcia i spotkania młodego, kreatywnego Wilna. Tańczą ci, którym dziś Wilno zawdzięcza swój rytm, gdzie kiedyś arystokraci prezentowali kolekcje malarstwa, a radziecka bohema debatowała o sensie sztuki. I choć zmieniają się epoki, jedno pozostaje niezmienne: ten pałac wciąż przyciąga ludzi niespokojnych, którzy mają coś do powiedzenia.
Może właśnie dlatego jest jednym z najpiękniejszych w Wilnie – bo jego ściany nie tylko stoją, ale słuchają.
Z zewnątrz budynek nie zdradza swojego bogactwa – fasada jest powściągliwa, niemal dyskretna. Dopiero po przekroczeniu progu odkrywa się jego prawdziwy charakter. Wnętrza zaskakują rozmachem i elegancją, a reprezentacyjna klatka schodowa stanowi do dziś prawdziwą wizytówkę. Monumentalne schody nie były jedynie elementem komunikacji, lecz świadomą inwestycją w prestiż i wizerunek – miały zachwycać gości, podkreślać status rodu i dawać poczucie, że wchodzi się w inny świat.


Sufity ciągną wzrok ku górze— gęsta sztukateria splata wokół plafonów wici roślinne i geometryczne ornamenty, jakby ktoś postanowił, że nawet to, co nad głową, ma zachwycać. Na ścianach stoją piece kaflowe i kominki o formach zbyt ozdobnych, by służyły tylko ciepłu. Żyrandole, balustrady, kute detale — wszystko tu jest wykonane z nadmiarem, który nie męczy, lecz przekonuje.



W pałacu mieściły się obszerne hole otwarte na galerie, które pełniły funkcję centralnych miejsc spotkań i życia towarzyskiego.
Wnętrza pałacu to nie tylko bogato zdobione komnaty – to przestrzenie, które oddają ducha epoki — pełne artystycznej swobody i klimatu salonów, w których gromadzili się artyści, kolekcjonerzy oraz przedstawiciele środowisk intelektualnych.



